sobota, 5 maja 2012

Krem do stóp

Zdarza Ci się założyć nowiutkie cienkie rajstopy, po czym natychmiast je zdjąć i wyrzucić dziurawe? 
Twoje stopy szorują po prześcieradle, niczym obłożone papierem ściernym? 
Jeśli tak, to rozumiesz, z czym zmagam się co roku po odejściu zimy, a przed nadejściem lata. 
Boleśnie popękane pięty, zgrubiała skóra przypominająca suszonego dorsza. 
A tu chciałoby się założyć japonki…

Po etapie oczekiwania, że samo przejdzie (nie przeszło) i poszukiwaniach skutecznego kosmetyku postawiłam na stoliku nocnym niebiesko-białą tubkę. "Daj nam tydzień, a zobaczysz efekt" – brzmiała obietnica na opakowaniu. Minęło siedem dni, a potem kolejnych siedem, a moje pięty nie wyglądały ani trochę lepiej. Szubrawiec producent obiecał gruszki na wierzbie? Hmmm....

Zdradzę Ci moje małe odkrycie. Otóż każdy kosmetyk działa o wiele skuteczniej, jeśli nałożyć go na skórę. Wieczorami byłam zbyt zmęczona, a rankami zbyt się spieszyłam, żeby poświęć półtorej minuty na posmarowanie stóp. Krem w zasięgu wzroku działał kojąco na oczy i sumienie. Niestety nie dałam mu szansy wywarcia tego samego wpływu na moje obolałe pięty. 

Znajomość instrukcji obsługi pralki nie zapewniła jeszcze nikomu świeżej bielizny, a przeczytanie ze zrozumieniem sposobu użycia szamponu nie odmieniło niczyjej fryzury.
Niby to wiem. Zastanawia mnie wobec tego, dlaczego często zachowuję się tak, jakby samo myślenie o czymś było tym samym, co zrobienie tego. W mojej głowie wszystko się zaczyna, ale to dopiero początek. 

Ty wierzysz, że Bóg jest jeden? Dobrze czynisz  - pisze Ap. Jakub – demony również wierzą i drżą.  Ale jak martwe jest ciało bez ducha, tak też martwa jest wiara bez uczynków. 

Rozważanie w myślach sposobów wsparcia przyjaciółki to nie to samo, co zawiezienie jej obiadu, czy przypilnowanie dziecka.
Obietnica "Będę się o ciebie modlić!” to nie to samo, co wierne oddawanie Bogu tej osoby.
Kwiecista mowa wygłoszona w wyobraźni nie zastąpi krótkiego "Przepraszam Cię, przykro mi". 
Myśl „muszę bardziej nad sobą panować i nie wybuchać złością przy byle okazji” nie jest niczym więcej, niż pobożnym życzeniem. 
Dopóki nie zdecyduję się stawić czoła prawdziwym przyczynom swojej złości i z
pochyloną głową szukać rozwiązań, niewiele się zmieni.

Można być bardzo blisko źródła, a wciąż chodzić spragnionym.
Można zobaczyć w Biblii prawdę o Bogu, o sobie, o świecie i...  nic z tym nie zrobić.  

Wprowadzajcie to słowo w czyn, a nie bądźcie jak ci, którzy go słuchają tylko, oszukując samych siebie. Jeżeli bowiem ktoś tylko słucha słowa, a nie wprowadza go w czyn, to jest podobny do człowieka, który ogląda w lustrze swe oblicze: przyjrzał się sobie, a odszedłszy, zaraz zapomniał, jak wyglądał. Natomiast ten, kto starannie rozważa wzniosłe Prawo wolności, usiłując jak najdokładniej wniknąć w jego treść i przy nim wiernie trwać, nie jest już skłonnym zapomnieć o wszystkim słuchaczem [słowa] tylko, lecz także jego wykonawcą. Wypełniając, zaś słowo otrzyma błogosławieństwo.  (Jak. 1,22-25 Biblia Warszawsko-Praska). 

To poważne ostrzeżenie i dlatego traktuję je bardzo poważnie. Nie chcę być jak człowiek, który odszedł sprzed lustra i natychmiast zapomniał, jak wyglądał. Owszem, to, co zobaczę może okazać się szokujące, a zmiany do wprowadzenia - radykalne. Jednak alternatywą jest oszukiwanie samej siebie. 
Starannie rozważa... usiłując wniknąć... wiernie trwać...
Jasna zachęta do codziennego i cierpliwego odkrywania wskazówek zawartych w Bożym Słowie zakończona jest obietnicą stania się wykonawcą. A to jedyna droga do błogosławieństwa. 

Codziennie mamy szansę spojrzenia w lustro. Jeżeli Bóg właśnie odkrywa przed Tobą jakąś prawdę, to bez względu na to, jak wydaje Ci się to niewdzięczne i żmudne - nie poprzestawaj na wiedzy.
Pamiętaj, że to Jezus jest tym, który daje chcenie i wykonanie. 

Od serca - Marta  
  
P.S. Nie uwierzysz - wystarczyło sięgnąć po tubkę, odkręcić zakrętkę i smarować stopy rano i wieczorem przez tydzień.